Muzyka


Blog

Ni: Animus aeger semper errat

sobota, 16.stycznia.2010, 16:15
Ostatnio narzekam na brak wolnego czasu.
Co jest dziwne, bo właściwie, co ja takiego robię?
Gdy usiądę przed komputer czas leci nieubłagalnie, jakby drwił z człowieka.
Powiem sobie "chcę dzisiaj to napisać, chcę to skończyć", ale wystarczy, że włączę winamp i zatracam się w swych chorych myślach dotyczących głównie Masahiro i Gurena.
Wymyślam w głowie różne historie, od śmiesznych, smutnych po romanse i tragedie oraz inne.
Często nawet sama się śmieję do siebie, jak wymyślę coś naprawdę zabawnego(coś w moim guście).
Człowiek śmiejący się z własnych żartów wydaje się być żałosny. Ale szczerze?
Nie cierpię tego słowa.
Tego całego "żałosny", "żal".
Bo bez żartów, kojarzy mnie się to od razu z kretyńskimi słówkami typu "o boshe!".

Czuję się nazbyt poważna niż jestem, a może to jak się czuję to prawdziwa ja, a może jestem poważna niepoważnie?
Śmieję się, w myślach płacze.
Zimno mi na ciele, w środku gorąco.
Chcę krzyczeć, ale milczę.
Mam dosyć, lecz nic nie powiem.

Czasem myślę, że po prostu jestem tchórzem.
Jednym z wielu tchórzy tego świata, i jak oni, tak ja często udaję silną, bo zawsze od kiedy pamiętam chciałam być silna.
Nie dawać sobą pomiatać, dyktować warunki, nie zgadzać się na wszystko.
Nie, że ja znowu taka uległa, tylko...
Tylko, że oszukuję samą siebie, i to mnie boli.

Na zajęciach praktycznych zawsze czuje się tak, że chcę jak najszybciej skończyć robotę i iść do domu.
W domu zawsze czuję się tak, że chcę skończyć to co mam zrobić na komputerze i iść spać.
A jak się obudzę, chcę szybko iść na komputer by albo zacząć łańcuszek od nowa(z tym, że zamiast praktyk normalne lekcje), albo po skończeniu dnia pryz komputerze iść na nowo spać.

Czuję się, jakbym non stop uciekała.
Non stop, bez przerwy.
I czuję się zmęczona.

W tym tygodniu zawaliłam wszystkie odprężające mnie rzeczy.
Lubię grać w smoki nightwood, i co z tego, że niektórych to bawi? Ja to lubię.
Ale wczoraj przykładowo, nie miałam już po prostu SIŁ wieczorem, aby zająć się tą grą.

Podobnie z pisaniem mojego opowiadania. Rozdział miałam dodać w środę, dodam w efekcie niedługo po skończeniu tej notki. Bo już go napisałam. Skończyłam dzisiaj rano, tyle, że cały czas coś mnie rozpraszało.
Pewnie tak zwane "nie chcę mi się", bo muszę jeszcze błędy ortograficzne w nim poprawić.

Czy wam się wydaje to lekkie, czy nie wydaje się...
Dla mnie to źródło stresu.
Zawalone terminy, niedokończona, goniąca cię praca, która zazwyczaj sprawia ci przyjemność.
Naprawdę miałam ochotę płakać.
Nawet w domu się nie mam sił z nikim kłócić.
Uparcie znoszę marudzenie babci, że a to nie zrobione, a to trzeba poprawić, a kim ty będziesz w życiu, a przecież ty w ten sposób nic nie osiągniesz.

Czuję się zapracowana, sucha, drętwa i chcę odpoczynku.

Teraz zaczęły się u nas ferie zimowe. Dwa tygodnie "spokoju".
No chyba, że coś się rozpieprzy i w domu się pogorszy.
Tfu, tfu, tfu! Oby nie.

Nie chcę się na nikim opierać. Ostatnio boję się mówić ludziom wprost, nawet Monice(Tab), mojej przyjaciółce, ostatnio na siebie narzekałam tylko powierzchownie, niezbyt poważnie, dla żartu.

Gdyby pozostawić życie tak jak jest, byłoby nudno.
Ale co, jeżeli ktoś czasami chce się nudzić?
Czas jest górą w nierównej walce.
Postronni patrzą jak ja "Walczę" sama z sobą, lecz zdają się tego nie widzieć.

Boli mnie, że wszyscy wokół uważają, że znają mnie lepiej ode mnie.
Że wiedzą lepiej niż ja, jaka jestem.
Że wiedzą, co dla mnie lepsze.
Ale jak mam wytłumaczyć tym ludziom, tym którzy dyktują mi jak mam żyć, że to nie oni będą za mnie umierać, a ja?
Jednak gdy widzę ludzi, boję się.
Boję się, i przestaję mówić.
...
Nastrój:

Ichi: A casu ad casum

piątek, 8.stycznia.2010, 22:32
Jest to moje kolejne podejście w pisaniu blogowego pamiętnika.
Miałam już takich... Kilka, z mniej lub bardziej wymyślnymi nazwami.
Ten nazywa się "Aion" inaczej mówiąc "Aeon" co oznacza "nieskończony czas", i odnosi się do mojej pasji która ogarnia mnie zewsząd; z zewnątrz i od środka. Od góry i od dołu. Od tył€ i od przodu. Z prawej strony, i lewej.

Jak się nazywam? Różnie, zależy od czasu i miejsca, aczkolwiek po moich narodzinach nazwano mnie "Katarzyną".
Czy lubię to imię? Nie narzekam, mogłam trafić gorzej, ale lubię, jak skraca je się jako "Kaś" albo "Kata".
Słowo "Kasia" nie irytuje mnie tylko u mojej ukochanej przyjaciółki. Tak, ukochanej.
Wy nigdy nie mieliście ukochanej osoby?
Nie wnikam.
Niektórzy nazywają mnie również "Hichigo", przez grę na pewnym RPG gdzie moje konto miało taki nick.
Oraz "Taiga" - z tego samego powodu.
Lubię, gdy zwraca się do mnie per "Madame Red", ale jednak nie jest to konieczne.
Dlaczego MR? Kocham ten kolor.
Jest on moją pasją, obsesją, miłością, nienawiścią i szaleństwem.
Jak to kiedyś napisałam;
"Utonęłam w miłości czerwonej".

Co warto o mnie wiedzieć, a czego nie warto?
Wielu rzeczy nie warto, oj wielu.
Ale za to nie ukrywam faktu, że jestem szaleńczo zakochana.
W tym jednak problem, że ta osoba nie istnieje.

Śmiech na sali? Wymowne spojrzenie? Pogarda?
Albo pisze to wariatka?
Nie przeczę, że brak mi czasem piątej klepki, ale to co pisze nie jest kłamstwem.
Jestem szaleńczo zakochana w istocie, która nie istnieje.
Nazywa się on "Touda", a inaczej "Guren".
Jest wysokim mężczyzną o ciemnej karnacji, złotych oczach, i mocno czerwonych włosach z grzywką, która opada na dwie strony czoła.
Jest on bogiem ogni piekielnych, i jest w pełni postacią fikcyjną.
Pochodzi z anime i powieści pt. "Shounen Onmyouji".

Nie, nie jestem "kolejnym dzieckiem które coś sobie ubzdurało".
W pełni jestem świadoma tego co robię.
Rocznikowo w końcu mam już osiemnaście lat, i odpowiadam za siebie, za swoje słowa i czyny.

Kocham Toude całą sobą.
Jest to istota najbliższa memu sercu duchowo.
Jestem szalona tak twierdząc? W takim razie tak, jestem.
Bo nie sądzę bym kiedykolwiek zakochała się w kimś równie mocno.
I nie, ta miłość nie trwa od tygodnia.
A dokładnie od sierpnia '08 roku.

Ale zbaczając z tego tematu, kontynuuję.
Mieszkam z babcią i starszym, sadystycznym bratem.
Na papierze pisze również, że z matką, ale ona przyjeżdża do nas rzadko, co trzy-dwa miesiące na góra dwa tygodnie - i to bardzo rzadko.
Moja siostra ma narzeczonego i cztero miesięcznego synka, Aleksandra.

To jest tak zwana moja "najbliższa" rodzina.
Z czego najbardziej związana czuję się jedynie z matką, która o ironio widzi mnie najrzadziej z nich wszystkich.

Często w swoim życiu powtarzam, że nienawidzę.
Równie często, że zabiję.
I nie mniej często, że mam dosyć.
Nigdy jednak nie sądziłam, że jestem jedyna, i zawsze starałam się... Znaleźć jasne strony.
Chociaż ze mną to trudno, jak się uprę to koniec świata i żegnaj świecie pański.

Czasami sama się gubię w tym "kim jestem".
I zbyt wielu spraw nie rozumiem, a jeżeli już próbuję je sobie sama rozwiązac, moje myśli błądzą zbyt daleko, aż pojawia się takie niechciane uczucie wewnątrz, że się boję, nie chcę go, i odskakuje.
To uczucie kojarzy mnie się z "naruszeniem moralności".
Czuję się wtedy bardzo źle, tak jak teraz, gdy o tym pomyślałam.

Czasem zazdroszczę innym ludziom, a czasem się z nich wyśmiewam.
Moja szkoła; z osobami z mojej klasy nie łączy mnie nic.
Nie lubię ich, oni nie lubią mnie.
Staram się ich olewać, oni niestety widza wszystkie moje potknięcia.
Chciałabym czasem być taką fajna laską, co potrafi zagadać, pójść gdzieś, rozerwać się.
A ja? Zwykle na przerwach siedzę pod ścianą i piszę w zeszycie rozdziały mojego opowiadania.
Cały czas milcząc, odzywając się tylko gdy ktoś odezwie się do mnie.

Ale czasem lubię to.
Przypominam wtedy sobie słowa jednej z dziewczyn z mojej klasy gimnazjalnej, wypowiedziane dwa lata temu.
Mówiłam, że zbieram na książkę, chodziło o "Harry'ego Pottera i Zakon Feniksa", i mówiłam, że uzbierałam już trzydzieści ileś złotych.
a to ta dziewczyna "Co?! Na wino to wydaj, a nie-!".

Tak, jestem abstynentką.
Nie palę.
Nie zażywam narkotyków.
Nie mam chłopaka.
A moi przyjaciele żyją tylko w internecie.

Jestem tylko dziewczyną z czerwono-rudawymi włosami, która stara się siebie akceptować, chociaż nie zawsze jej wychodzi.
Jestem tylko bojaźliwą ludzi, nieco dziką w relacjach, i upartą osobą.

Mam jednak jednocześnie zbyt wiele emocji w sobie, że aż boję się je uwalniać.
Boję się, że gdy demony z mojego wnętrza wyjdą na światło dzienne, stanie się coś złego.

Wszystko zawsze było dla mnie takie oschłe i nieco brutalne.
Czasami nawet nie nieco.
Ale staram się robić kroki na przód.
Staram się.
Bardzo się staram.
Czasem po prostu jak każdy, potykam się.
Jak każdy.
Nastrój:




Dane

O mnie.
Dodaj do ulubionych. Księga gości.


GG: 9674659

Archiwum

2010
styczeń (2)

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (2)
wszystkie (2)


Moje

- Opowiadanie "Shounen Onmyouji"
- Konto na DeviantArt
- Konto na YouTube
- Ukochane anime

Inni

- Grito de ayer

Twórca

Szablon zrobiłam ja tylko na użytek tego bloga!